old man, look at my life

poznaj nas
ostatnio ludzie są tacy zawstydzeni przed samymi sobą


~ sun goes down, we stand together
but someone is truly not from here
and the flutter, soft white feather
I think all the answers are somewhere near ~

To jednak nie jest takie proste. Wcale nie jest.
Załóżmy, że nie znam tego, co obecnie mam. Chociaż nie sądzę, by wiele się zmieniło, haha.
Najbardziej kompetentną i obiektywną osobą do przedstawienia ludzi, których historię poznajecie, jestem ja. Dlatego pozwolę sobie zacząć od samej siebie, choć to nie ja najbardziej namieszałam. Ale na pewno wysnułam najwięcej wniosków. Zabawnie jest mi tak balansować na granicy obłędu a zdrowego rozsądku. Zapomniałam, po której stronie powinnam stać.


Jak na ironię, nie umiem i nie przepadam mówić sama o sobie. Mam na imię Barbella, na nazwisko Marlow i praktycznie przez całe swoje życie, czyli osiemnaście lat, nie wystawiłam nosa poza Massachusetts. W przyszłości najbardziej chciałabym robić zdjęcia. Nietypowe. Krajobrazy, natura, ludzie. Artyści. Trzeźwe myślenie ponad wszystko było tylko do czasu. Po co myśleć trzeźwo, skoro można realizować marzenia. To było bardzo trafną uwagą.


A ja marzę o tym, by przeżyć życie tak, jak nigdy nie zrobili tego moi rodzice, przynajmniej mama. Wiem, że nie będzie szczęśliwa. Że nie będzie chciała tego słuchać. Że obwini osoby trzecie. Jasne. Tata nie miał nigdy nie miał ze mną takich, cóż, problemów. Ale kiedyś musi się przekonać, że nawet blondynka, na którą wołają ''Barbie'', może jakoś dać radę w tym zapadłym świecie, przed którym chciała ją chronić. 


 Z moim medalikiem.
 Nie lubi chudych dziewcząt, za to uwielbia takowych chłopców; nie lubi rówieśników, za to kocha starszych i dzieci; nie lubi nosić staników, chociaż ma ich pół komody. Urodziła się idealnie trzydziestego pierwszego grudnia, zaraz przed północą. Rocznik - jeszcze mój, dostąpiłam zatem zaszczytu najwyższego, gdyż nie wliczam się w grupę równolatków, którymi gardzi. Jak do tego doszło? Nie wiem sama. Przecież nas różni prawie wszystko. Wiele razy zastanawiałam się, co by z nami było, gdyby ta jednak w wieku lat piętnastu nie przeniosła się do Bostonu, do swojego kuzyna, jeszcze wtedy i ciotka była zdrowa. 


Chciałabym powiedzieć, że czarownicą jest z wyboru, ale to nieprawda. Ma w sobie coś, co może niepokoić. I dzieci się jej, niestety, boją, choć są zaintrygowane. Jest z postrzelonej rodziny, przecież matka z ojcem nie mieli nic przeciwko, kiedy ich piętnastoletnia córka oznajmiła, że chce do Bostonu. Z Buffalo. Całe szczęście, że bywała tu w przeszłości. Całe szczęście, że miała tu mnie. Przecież inaczej by się zakopała pod ziemią i zmarnowała wszystko, co jej gwiazdy zapisały. Alison O'Dea, w papierach także Strzelczyk. 


Ciekawym przypadkiem, i pewnie jedynym aż takim na świecie, jest starsza o trzy lata siostra osobliwej Alison. Rzekomo od zawsze wiedziała, że nie będzie potrafiła znaleźć sobie konkretnego miejsca na globie, w którym mogłaby się osiedlić. I dziś wiem, że miała rację. Deborah O'Dea, nie wiem, co ma w papierach, aczkolwiek ona jest z tych, którzy mogą nie mieć ich wcale.


Stworzenie to zwiedziło całą Amerykę Północną wzdłuż i wszerz, może nawet cały świat, a ja o tym nie wiem. Stany zna na pamięć, idę o zakład. Każdą górską szczelinę poznała każdym swym zmysłem. Wolna dusza, odważna kobieta. Krąży wśród nas plotka, że gwiazdy jej wiele o nas opowiadają, a to wszystko przez Alison. Nie wiem, ile jest w tym prawdy. Ale wiem, że istnieją siły wyższe. Ktoś na nas od zawsze patrzył. Może to właśnie gwiazdy.


Człowiek, przy którym warto się zatrzymać zawsze, nie zważając na okoliczności. Patrick Huckabee, wbrew pozorom może, ale to właśnie on jest najbardziej wpływowym, inspirującym i niesamowitym mężczyzną, jakiego dane było mi poznać, nie sądzę, by pojawił się jeszcze ktoś, kto by go przewyższył. Starszy ode mnie o trzy lata, a zatem w wieku Deborah, wolny człowiek, spędzający sobie czas wolny albo na Uniwersytecie Bostońskim, wydział sztuki, albo w towarzystwie moim i wiedźmy, którą tak pieszczotliwie nazywa.


Zawsze zastanawiała mnie jego przemiana materii. Chłopak potrafi zjeść za siebie, dojeść za mnie, Alison, moją młodszą siostrę i zabrać nas jeszcze wieczorem na deser, potem drinka. A odkąd pamiętam wyglądał na takiego, który jedzenie widuje tylko w niedzielne popołudnie. Artysta z krwi i kości, mogłabym rzec. A skoro o tym już mowa...


Oto jest chłopak, który stopił mi troszkę serce. Poznałam go w końcu wiosny siedemdziesiątego. Nie rozmawiałam z nim nigdy wiele, jakoś nie miałam okazji, ale kiedy wyszło na jaw, że będzie na jednym roku z Patrickiem - mowa o studiach - miałam wrażenie, że osiągnęłam najwyższy stopień w byciu szczęśliwą. Huckabee jest kontaktowy i co ważniejsze: jest moim przyjacielem. Przyjaciołom się pomaga. Wiedziałam, że będzie dobrze, tak też jest. Częściej rozmawiamy, tak samo wychodzi. Samo... Przytłacza mnie jego uśmiech, śmiech, rozbawione oczy i optymizm. Pasja, jaką w sobie ma. 


Michael Dalton, niepozorny aniołek, lat dziewiętnaście. Krąży o nim wiele różnych plotek, a ja nie wierzę w żadną z nich. Mike jest kimś z góry, on nie zna świata, w którym żyję ja z Alison. Boję się tylko, że nie będzie nawet chciał go poznawać. To ryzykowne, mówią.


Przyjaciel Mike'a, kumpel Patricka. Również te same studia. Chłopak miły, chociaż zawsze wydawał mi się być zbyt napuszony, za pewny siebie. Nie znam go dobrze, tylko za każdym razem, jak widuję gdzieś Daltona, ten jest z nim. Nasza wymiana zdań kończy się na "hej" - "cześć'', życzliwym uśmiechu. Ale jego charakter mnie na pewno interesuje mniej, jak Alison. Zainteresowała się nim poważniej, kiedy dotarły do niej wieści, że chłopak działa twórczo, dużo maluje, efektownie zresztą. A potem dowiedziała się, że ma do czynienia z gitarą. I od kilku miesięcy stara się posłuchać, jak gra. Może będzie jeszcze okazja, mhm.


Nazywa się Russell Fawcett, część bardziej elitarnej śmietanki towarzyskiej młodego Bostonu, lat również dziewiętnaście. Wiedziałam, że wiele dziewcząt do niego wzdycha jeszcze na długo przed tym, kiedy go poznałam. I tylko to mnie niepokoi.


Tutaj zapomnijmy o założeniu, że mam coś poza przeszłością. Tylko tutaj.
Artyści to piękny gatunek.

Nie da się opisać w tych kliku zdaniach tego, co czuję. Nie da się streścić tego, co czułam. Ja nawet nie umiem się przyzwyczaić do tego, co się stało. Bo się stało, choć wtedy było to absolutnie normalne. W zasadzie jest nadal i spotkać może każdego, ale słowo daję, że jeśli padnie na was i po jakimś czasie poddacie to głębszej analizie - strach się bać! Och, zupełnie jakby gwiazdy naprawdę wiedziały.


Ja nie chciałabym tutaj za wiele opowiadać. Zresztą, i tak nie potrafię, jak widać. Ale wszystko w praktyce wypadło zupełnie inaczej, niż sobie teraz myślicie i wyobrażacie, doskonale wiem, co teraz przelatuje przez wasze umysły. Wyrzućcie to - natychmiast. To nie tak. Chociaż może ja teraz idę w hipokryzję? Nie ma dwóch takich samych historii. 


I chyba dlatego warto posłuchać. Mam już paranoidalne myśli, że to wszystko jest tylko w mojej głowie. A może i jej w ogóle nie mam? Boże, zlituj się nade mną.
Chude ciałka, drobne cienie: ci nieśmiali panowie tworzą Aerosmith. Naszą bostońską perełkę. 


Chyba nie będzie nic z narcyzmu, jeśli wspomnę, że to również dzięki nam została zauważona. Tylko dwie sierotki na powyższych zdjęciach troszkę za bardzo zaczęły się swego czasu panoszyć. Szkodząc tylko sobie, na pewno nie nam.


Ciężko jest tak opowiadać. I moja ostatnia prośba - znów zapomnijmy. 
Po prostu załóżmy, że nie znam tego, co obecnie mam. Nie wiem, skąd to mam. 
Chociaż wciąż nie sądzę, by wiele się zmieniło.

11 komentarzy:

  1. Właśnie przypomniałam sobie jak robiłam swoich bohaterów na bloga. I kiedy tak popatrzyłam na te wszystkie moje zdjęcia, kiedy przyszło mi do tego, że mam napisać coś o każdym, oczami Madison, to pierwsze zdanie jakie przyszło mi na myśl jest dość podobne do tego - Po prostu załóżmy, że nie znam tego, co obecnie mam. Nie wiem, skąd to mam. - Ej, bo w sumie naprawdę jest trudno opowiedzieć oczami bohaterki, kiedy ma się w głowie całą historię, a nie chce się zdradzić za wiele. Tym bardziej, że moja Madison opowiadała to jako kobieta koło 40, a opowiadanie zaczęło się jak miała 16 lat, haha.
    Ale dobra, nie ważne, bo to naprawdę jest nieważne.

    Och, naprawdę ładnie Ci to wyszło. W sumie tak trochę nietypowo, bo bym powiedziała, że to jest bardziej taki album niż sama zakładka z bohaterami. Ale w sumie bardzo fajnie. Aczkolwiek dużo tego, i dużo relacji, powiązań i tak dalej. Mam wrażenie, że na razie tego wszystkiego nie ogarniam, ale wiadomo, że się to z czasem zmieni. Ha, tak naprawdę lubię zaglądać do takich zakładek, kiedy jestem już dość głęboko w danej historii. Bo i tak nigdy nie pamiętam co takiego czytałam o bohaterach, a potem mam już wyrobione swoje własne zdanie, więc tak fajnie jest sobie do tego wrócić. Cóż, na razie nie mogę za wiele powiedzieć. Aczkolwiek chyba przekonałam się do Debbie, która straciła w moich oczach za samo imię, ha. Wiem, jestem wredna, ale cóż takiego zrobić. Z resztą mam wrażenie, że będzie moją ulubioną postacią... chyba, że zrobi w swoim życiu coś naprawdę głupiego.

    I nie wiem co mogę więcej powiedzieć.
    Czekam na resztę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bohaterowie zawsze chyba najmilej mi przychodzą, zwłaszcza, że bardzo często wychodzi, że sama ich nie znam, haha.
      A z tych jestem bardzo dumna, naprawdę, och. Wzrusza mnie cała ich historia, nie wiem, czy powinna. I zgadzam się z Tobą, Twoich bohaterów chyba przeczytałam jakieś dwanaście razy, cóż.
      Do Debbie i tak jeszcze droga dość długa, także może się do niej na dobre przekonasz, tego Ci życzę!
      I dziękuję ślicznie ♥

      Usuń
  2. Pink Floyd, po jedenastej wieczorem, czyż nie idealna pora by zapoznać się z bohaterami Twojego nowego dzieła, Alicjo? Ja uważam, że warunki świetne, i.. oh, nawet bez tej otoczki byś mnie oczarowała, nawet jakbym siedziała w zatłoczonym autobusie i czuła smród tych wszystkich spieszących się ludzi, nawet wtedy. Jak Ty to robisz kochana, zdradź nam kiedyś, haha.
    W tej chwili chciałam się zacząć wypowiadać na temat główny, że tak to ujmę, na temat pań i panów powyżej, ale ja sama nie wiem co mam powiedzie. Chyba jeszcze nie umiem ich dokładnie ogarnąć myślą, nie umiem ich rozmieścić w czasie i przestrzeni, jeszcze będzie mi dane ich poznać, wtedy pewnie wypowiem się bardziej... No, konkretniej. Teraz mogę jedynie rzec, że siostrzyczki mnie zainteresowały niezmiernie, lecz mimo wszytsko nie aż tak jak narratorka Barbie. Strasznie mnie denerwuje, że to imię jest kojarzone z lalkami, bo jest takie ładne, swoją drogą, oh. I Patrick, tak. Patricka z chęcią poznam, haha.
    Nie wiem co jeszcze, weny, przepraszam że brak mnie na Until The Rain Fall Down, miałam się za komentarz zabrać w weekend, ale coś nie dałam rady, eh. Ale przeczytałam! I czekam cholernie na moment spotkania Caroline z rodzicami, oj czekam... Ale to nie tu, nie tu.
    Pozdrawiam Cię droga DeMars ❤

    Hugs, Rocky.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, nie zdradzę nigdy! Haha.
      Bohaterowie Złotego Serca są dość skomplikowani, im dłużej nad tym myślę, tym bardziej ja zdaję sobie z tego sprawę, więc mogę już na to Was uczulać. Ale ich wszystkich warto poznać.
      Dziękuję, Haniu ♥

      Usuń
  3. Oczarowałaś mnie. Opisy cudowne. Przy każdym zaczynałam zastnawiać się jaką będą rolę odgrywać w opowiadaniu. Większa, mniejsza. Zdjęcia...nie ja ci kobieto zazdroszcze! Skąd ty do choleryje bierzesz?! Ja szukam ciągle i znaleźć nie mogę xd wróćmy...każde zdjęcie świetnie pasuje do opisu postaci. Idealnie się komponuje. I oczywiście nasze Aerosmith.
    Tak się zastanawiam... Alicja co ty kombinujesz? Co z tego wyniknie jaka będzie akcja się toczyła?

    Okey. Nie chce się rozpisywać, ponieważ dopiero co wstałam i mói mózg w pełni nie pracuje. Nie obrazisz się jak zabiorę Ci zdjęcie z Stevenem i Joe? So...Koniec :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam wizji wiele i więcej, naprawdę, haha, nic nie powiem.
      Mogę tylko podziękować i powiedzieć, że się nie obrażę, chociaż to zdjęcie jest przeze mnie edytowane jakieś trzy razy, w zasadzie zastanawiam się, gdzie jest oryginał, ale nieważne.
      Także dziękuję ♥

      Usuń
  4. Jestem, jestem i byłam od początku, ale przyznam, że nie potrafiłam w ogóle skomentować prologu, prologi to twory specyficzne, to dopiero drzwi do magicznego świata, a słabo wychodzi mi opisywanie moich uczuć odnośnie drzwi, haha. Potem zmogło mnie przeziębienie i jak zwykle wszystko mi się posypało, jeśli chodzi o plany związane z pisaniem czegokolwiek. Chyba na razie raczej się zamelduję, bo jeszcze nie wpadłam na coś, co mogłabym Ci powiedzieć.

    Zaczęłaś wspaniale i dalej też tak będzie, kwestia dość oczywista. Zakochałam się, po prostu, mówią, że miłość od pierwszego wejrzenia nie istnieje, gówno prawda. Zakochałam się w tym miejscu, w nich wszystkich, chociaż jeszcze nic nie wiem o nich. Za to już wiem, że pięknie będzie, widzę to. Ludzie piękni - dwie z moich ulubionych pań! - też będą, już są. Chyba nawet znalazłam i moich faworytów, ha. Chude ciałka...

    Zdałam sobie właśnie sprawdzę, że Ci nic w sumie nie napisałam sensownego, Alicjo, wybacz. Pójdę już, znaczy się przeniosę na Until[...], bo muszę pamięć odświeżyć przed jutrzejszym, ale nie wiem, czy zdołam coś napisać, dalej walczę z cholernym przeziębieniem no. Ty i tak wiesz, co ja myślę, czekam ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko się, Zosiu, nie zgodzić, ostatnio czytałam swój komentarz pod Twoim prologiem i w zasadzie nie wiem sama, co na to powiedzieć. Napisałam go chyba tylko dlatego, żeby nie czuć wyrzutów sumienia, hah.
      I zgadzam się! Istnieje, istnieje... I dziękuję Ci bardzo, jakoś nie mogłam tutaj ich nie dać, Uschi z Tiną, chociaż i z Mary się bardzo cieszę, wyglądają razem tak ślicznie.
      Początki zawsze są ciężko do komentowania, i to jest jasne.
      I wiem! ♥♥

      Usuń
  5. kapitan jajecznica przybywa!

    skoro jest to rozdział ze zdjęciami i zapoznaniem się z bohaterami to pozwolę sobie coś napisać, coś co strasznie mnie irytuje, ale zacznę od czegoś milszego - cudowne zdjęcia, widać, z jakich czasów, na pewno dosyć długo męczyłaś się z szukaniem, haha! Alison jest cudowna, jest tak cholernie piękna, zdobyła moje serce. A Debbie ma rzęsy jak Twiggy, ajj.
    teraz powiem co mnie denerwuje - jak wchodzę na jakiegoś bloga (najczęściej są to jakieś o GnR), akcja toczy się w latach '80, faceci żywcem wyrwani z zespołów hardrockowych, a bohaterki... zdjęcia "zbuntowanych" nastolatek w koszulce GnR lub Nirvany, w jeansowych szortach, okularach przeciwsłonecznych i butach z ćwiekami. dziewczyny, które dzisiaj mogłyby być ich córkami, a do tamtego klimatu kompletnie nie pasują. no nie wkurwia Cię to, no powiedz? jak czytam opowiadanie, to wszystko sobie wyobrażam na podstawie zdjęć, jak widzę taką "rockmankę" koło prawdziwej gwiazdy rocka to nie wiem czy się śmiać, czy co... ale cieszę się, że Ty tego nie robisz, szukasz zdjęć, które idealnie oddają klimat, który panuje w opowiadaniu, no i w ogóle są piękne...

    nie wiem co w zasadzie jeszcze mogę napisać, całkiem dużo jest napisane, ale mam wrażenie, że jeszcze niczego się nie dowiedzieliśmy. wiemy tam, że chłopaki studiują, ile mniej więcej mają lat, jakieś tam zauroczenia między bohaterami. Barbella jest bardzo tajemnicza, np. z tym opisem Aerosmith. bardzo interesuje mnie Michael, ciekawią mnie te wszystkie plotki, w które ona nie wierzy. ciekawe o co chodzi, ciekawe. no i jest przystojny :')) waham się między nim a Russellem...

    no to ja nadrabiać resztę blogów i w końcu czekam na pierwszy rozdział! <3 na Spongeboba, Skalmara i resztę :')

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kapitanie, ja kocham wszystkie te zdjęcia, jakie wkleiłam do tego posta, daję słowo!
      O tych naszych rockmankach już Ci powiedziałam w swoim wywodzie u Ciebie, jak wiesz sama, ugh...
      Powiem Ci, że najdłużej mi zeszło na dobraniu zdjęć do Michaela z Russellem, o dziwo, haha.
      Dziękuję bardzo, wszystko już jutro, w zasadzie, bardzo dziękuję ♥

      Usuń
  6. Są i bohaterowie - jestem i ja! :)
    Więc zdjęcia podobają mi się bardzo, bardzo. Niektóre bardziej, niektóre mniej. Obłędne są na przykład: Alison i Deborah. Siostrzyczki. Urocze są, no! Jeryniu, Ty mnie, Kochana, wymęczasz psychicznie przy dwóch pierwszych kawałeczkach - tak naprawdę - ciągle wychwalam i wychwalam, nie ma się do czego przyczepić, haha! Więc jeśli chodzi o zdjęcia - świetne.
    Opisy tak samo, ale jeszcze nie do końca, nie tak... nie rozumiem kto z kim, kiedy jak. Ale to przyjdzie, zawsze przychodzi po czasie. A ja tego czasu potrzebuję. Opóźniony refleks, haha. Opisy ładne i składne więc, tylko chyba mam problem z racjonalnym myśleniem...

    OdpowiedzUsuń